niedziela, 9 kwietnia 2017

Much can change in a year.

Don't talk about it, 
sweep it under the rug like we do

*

Szczerze, jestem prze-ra-żo-na. Za rok i 3 miesiące będę lekarzem (no kidding).

Wszystko jest ostatnio bardzo.. skomplikowane, chaotyczne, can't-sleep-at-night wyczerpujące. Całe moje 22 lata życia nie miałam problemów ze snem, a tu bam - już mam. Nie umiem (nie potrafię!) spać długo i bez przerw. Weźmy na przykład dzisiejszy dzień. Nie nastawiłam budzika, bo niedziela, bo jestem sama, bo nic nie muszę. Jak długo spałam? Od pierwszej do 5:00 z przerwami, a do 7:00 (kiedy się poddałam i wstałam z łóżka) leżałam w większości z zamkniętymi oczami i czułam swoje przyspieszone tętno. Nie wiem czemu, nie wiem co mi się śniło, co mój umysł próbował wtedy przetrawić. Nie mogłam spać i już. Nie potrafię  przyznać sama przed sobą, a tym bardziej wytłumaczyć drugiej osobie, co jest nie tak. Wszystko wydaje się być u mnie w jak najlepszym porządku. Wierzcie mi, to gra. Stałam się dobra w udawaniu, chociaż ostatnimi miesiącami idzie mi słabiej.

Ale mimo wszystko, ciężko mi się ostatnio pozbierać, wskrzesić w sobie entuzjazm, widzieć się z ludźmi. Dużo pomagają mi przyjaciółki, chociaż pewnie nie zdają sobie z tego sprawy. Wyciągają mnie z domu, zajmują umysł, pozwalają się wygadać - to pomocne. Ale odkryłam w sobie ostatnio niepokojącą, introwertyczną, cechę - odpoczywam z dala od ludzi. Chociaż może źle to ujęłam - nie odkryłam tej cechy ostatnio, po prostu w końcu ją w sobie zaakceptowałam.

Miewam ostatnio wrażenie, że narzucam się niektórym osobom, że za dużo myślę, za dużo czuję, za dużo marzę, za dużo sobie wyobrażam i bez przerwy uciekam. There. Proszę, to właśnie czuję.

Chyba muszę się ze sobą samą upić.. może wtedy uda mi się poukładać swoje życie? Zdaję sobie sprawę, że alkohol to nigdy nie jest dobra odpowiedź na problemy.

Po prostu dawno nie było mi tak cholernie źle.












Spotify ratuje mi życie, szczególnie w samochodzie (osoba, która wymyśliła połączenie aux-aux to geniusz).




czwartek, 14 kwietnia 2016

Przemyślenia na dziś. (04/14/16)


Zupa zawsze wie o co chodzi..

(Na studiach idzie dobrze, mam dużo wolnego, przynajmniej w porównaniu z zeszłym rokiem.. w każdym razie coraz bardziej oswajam się z myślą, że będę leczyć ludzi, a to chyba dobrze, prawda?)

poniedziałek, 8 lutego 2016

What my life has become.

11:40: Czekam właśnie na wyniki z dermy i nigdy w życiu tak bardzo się nie stresowałam. Co tylko pokazuje jak bardzo smutne jest moje życie. Warto rzec, że derma nie poszła mi najlepiej, a drugi termin jest ustny i trzeba znać cały podręcznik na pamięć. Co według mnie jest nie do zrobienia. Dostaliśmy nieco ponad godzinę temu info, że wyniki mają być za dwie godziny, bo egzamin poszedł bardzo słabo i pani profesor ustala próg. Co tylko pogarsza moje samopoczucie.

Nie zrozumcie mnie źle - ja uważam dermę za bardzo interesujący przedmiot i samą katedrę (jako jedna z nielicznych osób na moim roku) bardzo lubię. Ale to tylko pogarsza moje samopoczucie, bo naprawdę myślałam, że ten egzamin będzie dla mnie łatwy. Bo tak.. przerobiłam podręcznik, wykłady i wszystkie swoje notatki, a na egzaminie.. PUSTKA w głowie. Nie mogłam się nawet skupić na tyle, żeby zapamiętać numer swojego testu (więc dobrze, że zapisałam go na ręce), a co dopiero rozwiązywać test. A test był bardzo, bardzo trudny. Moim zdaniem zdecydowanie najtrudniejszy od kilku lat.

Mam ochotę się rozpłakać.



20:41: ZDAŁAM. Moje szczęście nie zna granic.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Wieczorne, niedzielne, samochodowe przemyślenia - is this a thing now?

Wieczorne, niedzielne, podróże samochodem do Kato zaczynają być dla mnie inspiracją do nowych postów. Widzę już pewien wzorzec. No więc: w radiu leciała Lana Del Rey, więc BAM! tona wspomnień licealnych z klasy maturalnej. Słowa nadal pamiętam (żebym tylko była w stanie pamiętać tak dobrze słowa z książki do dermatologii/neurologii, to byłabym geniuszem).
Uwielbiam Lanę za głos, za stylistykę jej teledysków i jej samej. W każdym razie (zmieniam samej sobie temat, co jest niepokojące) w tamtym 2012 roku (czuję się staro) słuchałam jej z Cieślalą non-stop i ostatnio o niej trochę jakby zapomniałam. Miałyśmy wtedy syndrom zapętlenia jednej płyty, a wiadomo co po takich stanach się dzieje - człowiekowi się odechciewa słuchania danego wykonawcy, bo już po prostu więcej się nie da. Mówię tu oczywiście o płycie / Born to die /.

Poczułam się, przez kilka minut, jakbym miała te skończone 18 lat i była (o zgrozo!) przed maturą. Główne wspomnienie to ja i Cieślala uczące się chemii na sprawdzian, bo ucząc się razem po pierwsze miałyśmy motywację, a po drugie nauka chemii we dwie była szybka i bezbolesna. Czy chciałabym wrócić do czasów liceum? Jest wiele powodów, dla których bym chciała, ale z drugiej strony perspektywa przechodzenia, znowu, przez wszystko co wydarzyło się  ciągu tych ostatnich 4 lat jest przerażająca. Na pewno wykończyłabym swoją psychikę.

Teraz mam przed sobą perspektywę dwóch ultraciężkich egzaminów (a nie matury) i chyba zaczęłam nabierać motywacji do nauki. Więc idę szybko się uczyć, zanim mi przejdzie, kek.

W weekend w końcu widziałam się z moją Alą (drugi raz w ciągu tygodnia - rekord od kiedy miałyśmy przyjemność być w klasach IV-VI, jestem z nas dumna), co było przyjemne i odprężające. Dzisiejszy dzień zaczął się mega zmęczeniem (wróciliśmy bardzo, bardzo późno do domu, a ja nienawidzę jeździć nocą, szczególnie po 3:00 rano, samochodem na pozamiejskich drogach), ale nasi znajomi uraczyli nas późnym popołudniem przecudowną i przekochaną wiadomością i w sumie aktualnie nawet nie odczuwam zmęczenia. Co w sumie chyba jest złą rzeczą, skoro jest północ, a ja mam jutro rano zajęcia..

Co ja pisałam o tej motywacji?
A, tak.
Idę się uczyć, zanim mi minie.



Trzymajcie się cieplutko, bo znowu nadchodzą mrozy. :(

środa, 13 stycznia 2016

O hobby słów kilka.

W trakcie niedzielnej, wieczornej, jazdy samochodem do Kato zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia o czym miałabym mówić, gdyby ktoś zapytał mnie jakie jest moje hobby.

więc zaczęłam rozmyślać i zadałam sobie pytanie: co lubię robić i co robię w wolnym czasie? Bo przecież, hobby to coś co wykonuje się dla relaksu w czasie wolnym.

I tak o to stworzyłam listę:


Rzeczy, o których mogę mówić, gdy ktoś spyta mnie jakie jest moje hobby: 


1. - o mojej miłości do angielskiego i czytania w tym języku wszystkiego co wpadnie mi w ręce
2. - o oglądaniu blogów o włosach i kupowaniu nowych odżywek - Bo po pierwsze - kocham mieć piękne włosy i po drugie: robię to często
3. - o przeglądaniu internetów i zupy - no comment needed
4.- o oglądaniu gotowania w tv - Kocham polsat food network i jest to już uzależnienie. Nigella jest moją boginią. I tutaj też należy zaznaczyć, że moje zdolności kulinarne zdecydowanie od kilku lat się poprawiają i nikt nie narzeka na to co gotuję, mimo że nie zdarza mi się tego robić za często. Uważam, że moja sylwestrowa lasagne'a była przepyszna.
5. - o oglądaniu programów o autach - To wymóg, jeśli chce się zasługiwać na tytuł "córki mechanika". A Top Gear i inne tego typu programy uwielbiam.
6. - o chodzeniu po Rossmannie, Hebe, Astorze (dla tych co wiedzą czym jest Astor - pozdrawiam) - Czy mnie to odstresowuje? Tak! Szczególnie, gdy nie mam pustego portfela. Czy robię to w wolnym czasie i dość często? A i owszem! Buk mi świadkiem, że czasami zbyt często.. dodatkowo spędzam godziny na czytaniu recenzji kosmetyków i na dodawaniu kolejnych do zakładek, z zamiarem ich zakupu.
7. - o oglądaniu makijaży na jutubie - Tu również buk mi świadkiem.. Dodatkowo pragnę pokreślić, że jest to bardzo rozwijający sposób spędzania czasu, o czym świadczy fakt, że makijaż mojej mamy, który ostatnio wykonałam jej gdy szła na imprezę, był przepiękny.
8. - o czytaniu książek - Kocham czytać. W tym roku przeczytałam już 7 książek, ale niestety aktualnie nie mogę tego robić, bo mam inne książki w planach (dermę i neuro, smuteczek).

Więc wiecie co? Mam hobby! Bo te wszystkie wyżej to hobby..


Prawda?

No i nadszedł, w końcu ten moment. Zaczęłam się dzisiaj uczyć. Małymi, małymi kroczkami. Dodatkowo staram się nie zniechęcać. W głowie powtarzam sobie: "keep calm, zdążysz, uspokój się, zdążysz". Ale to nie działa. Bo boję się, że nie zdążę. No więc teraz nie pozostaje mi nic innego, jak skończyć pisać ten post, poprawić w nim wszelkie możliwe do zauważenia (przez mój zmęczony mózg) błędy stylistyczne, a następnie wyłączyć laptop i wrócić do dermy. Którą opuściłam 40 minut temu, bo wezwał mnie Internet. What is life.

(Nie wspomniałam o uczelni, bo szczerze to po tylu godzinach jeżdżenia i zajęć jestem zbyt zmęczona i wkurzona, by cokolwiek o tym pisać.)










czwartek, 7 stycznia 2016

Coroczne deja vu.

Od 4 lat KAŻDY powrót na uczelnię po świętach jest taki sam - przed świętami stawiam sobie wysoką poprzeczkę: "będę się dużo uczyć", "nadrobię zaległości", "poczytam materiały do egzaminów" lub jeszcze lepiej: "przerobię cały materiał do egzaminów".

Ale niezmiennie od 4 lat wszystko kończy się tak samo - rosnącą kupką przeczytanych książek, leżeniem w łóżku całymi dniami, wstawaniem po 10:00 (zwykle dużo później) każdego dnia i ogólnym nieróbstwem.

I co roku występują takie dni jak ten - kiedy jestem w panice, że nic nie zrobiłam, że zmarnotrawiłam tyle czasu, że egzaminy są już za niecały (!) miesiąc. I że pewnie wszyscy wszystko zrobili. Jestem od kilku dni w takim nastroju, że ciężko mi wyjść z domu, ciężko mi zadzwonić do przyjaciół czy się z nimi spotkać, na facebook w ogóle nie mam ochoty wchodzić, a o jakiejkolwiek konstruktywnej pracy nawet nie warto wspominać. Jestem zdolna tylko do czytania książek, leżenia oraz do parzenia i picia herbaty, szklanka za szklanką.

Nawet moje ciało nie chce współpracować - moje włosy mają gdzieś wszystkie odżywki/maski/oleje, które stosuję i wyglądają okropnie, moja skóra jest straszliwie sucha (mimo używania balsamów w ilości, którą mogę chyba zacząć liczyć na litry), a do tego na mojej twarzy widnieje wściekle czerwona, sucha i łuszcząca się plama (TMI?). Dodajcie do tego rozdwajające się paznokcie i czerwone, popękane ręce. Bardzo nie lubię zimy.

Do tego mam antybiotyk. O, radości.

Ale czy ta przerwa świąteczna była marnotrawstwem czasy? Uważam, że każdy potrzebuje przerwy, ale nie wiem czy ja po prostu nie umiem odpoczywać (to bardzo prawdopodobne) czy coś jest ze mną nie tak, bo uważam, że wcale tak naprawde nie odpoczęłam.
Mimo to, ja zawsze jestem zdania, że czas spędzony nad książką nie jest czasem zmarnowanym, ale przysięgam, że jeśli czeka mnie w tym semestrze sesja poprawkowa to się załamię. Co się może źle skończyć, bo ostatnio i tak nie mam najlepszego nastroju. Co każdy widzi, bo moim narzekaniom nie ma końca. Chcę po prostu przerwy, spokoju, słońca.





Coś co napisałam ostatnio na soup'ie odzwierciedla w 100% wszystko co chciałam wyrazić tym postem:

Czasami czuję, że nałożyłam na siebie zbyt dużo i moje ciało nie może znieść więcej. Chyba stałam się mistrzynią w ukrywaniu problemów. Może fakt, że zasłaniam cienie pod oczami korektorem powoduje, że inni ich naprawdę nie widzą (lub nie chcą widzieć, ale to już jest kolejny problem naszego społeczeństwa). 

piątek, 1 stycznia 2016

2015 gave me...

Podsumujmy.


  • W końcu zrobiłam prawo jazdy. Staram się jeździć autem, ale się tego cholernie boję. Liczę na to, że w 2016 opanuję ten strach.
  • Wydaje mi się, że z każdym rokiem dorośleję. Jak to zatrzymać?
  • 2015 przyniósł 19 postów na tym blogu. To dużo? Mało?
  • Być może wiem już jaką specjalizację wybiorę. Być może.
  • Oduzależniłam się od seriali. Aktualnie nie oglądam nic. (Też jestem zdziwiona. Nie sądziłam, że kiedyś to się stanie.)
  • W 2015 roku przeczytałam 25 książek i jestem z tej liczby bardzo dumna.
  • Rzuciłam całkowicie kawę. Aktualnie największą przyjemność sprawia mi parzenie sypanej herbaty. A kawa? Zdecydowanie mnie do niej nie ciągnie. Uważam, że to zmiana na plus.
  • Jestem, w końcu, po półmetku studiów. I pomału dopada mnie z tego powodu panika. Nie potrafię sobie na razie wyobrazić życia po studiach.
Jeśli chodzi o 2016 rok.. cóż..
Chciałabym, żeby moi najbliżsi byli zdrowi. I chciałabym przeżyć kolejny rok studiowania bez stresu. 
Stres to mój towarzysz od kilku lat, ale nadal się nie lubimy. I nadal nie potrafię go poskromić.

Jestem pełna nadziei jeśli chodzi o 2016. Uważam też, że mogę być dumna z 2015 roku. Mimo, że znowu nie schudłam (co obiecuję sobie co rok), to jakoś mi nawet nie jest z tego powodu przykro. To znaczy trochę mi jest z tego powodu przykro, ale są większe problemy na świecie niż waga. 
Nie robiłam też żadnych przyrzeczeń noworocznych, poza jednym: znaleźć hobby. Od lat bardzo chciałam zająć się fotografią, ale nigdy nie miałam do tego sprzętu ani czasu. W tym roku zainteresowałam się bardzo także makijażem i pielęgnacją włosów, ale nie uważam tego na razie za hobby. Od miesięcy obiecuję sobie także powrót do jogi, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. (Bo na razie nic nie wyszło..)

Wracam do herbaty i książki. 
I wbijam sobie do głowy, że od jutra muszę zacząć się uczyć do egzaminów. No muszę. 
Dermatologia i neurologia to dwa ciężkie, obszerne w wiedzę dziedziny medycyny, a sesja już za miesiąc. 



wtorek, 3 listopada 2015

Bah, No-vember.

Listopad. Czemu czas tak szybko leci? Te stwierdzenie jest nieco cliché z mojej strony, wiem to, rozumiem i z góry za to przepraszam i liczę na wybaczenie. Tyle, że nie zmienia to tego faktu. Kocham listopad, chociaż kiedyś, gdy byłam młodsza, bardziej na niego czekałam. Bo listopad co roku oznacza to samo - przybywa mi lat. Dlatego w tym roku to NO-vember, bo w tym roku na niego nie czekałam. 

Ludzie w moim wieku (brzmi to jakbym miała pięćdziesiątkę na karku) osiągnęli już coś w życiu - pracują, usamodzielniają się, zaręczają, biorą ślub i zakładają rodziny. Jedyne co ja osiągnęłam ostatnio to zrobienie prawa jazdy, ale to też 4 lata po większości osób z mojej listy znajomych. No i studiuję, wow, też mi osiągnięcie. Czuję jakbym tkwiła w jakiejś pętli czasowej, bo moje życie składa się z nauki, martwienia się o naukę i przerw od nauki, dłuższych lub krótszych. A inni? Mają wyższe wykształcenie i kończą swoją przygodę ze studiami. Jedynym plusem studiowania są dla mnie aktualnie zniżki studenckie i trzymiesięczne wakacje, z których w sumie i tak robią się dwa miesiące, bo praktyki nijak nie wprowadzają mnie w wakacyjny nastrój. 

Zapisałam się na koło z dermy, bo Beata uświadomiła mi co najbardziej pasuje do moich hobby i do czego się... nadaję, że tak to ujmę. Nie wiem jeszcze, czy była to dobra czy zła decyzja, ale wiem jedno - do końca tego semestru na pewno się tego dowiem, bo wtedy właśnie kończy się moja przygoda z tym przedmiotem. Na kole jest fajne, ale odczuwam teraz ogromną presję by się uczyć i mieć całą książkę wrytą w pamięć. Szkoda tylko, że mój organizm postanowił mnie zawieźć i aktualnie odczuwam ból w moich jajnikach, a moja głowa od kilku tygodni częściej mnie boli niż nie. 

I zauważyłam, że wiele osób ostatnio skłania się ku temu, by testować moją cierpliwość. 




Mam ochotę na zmiany.

środa, 29 lipca 2015

Keep your head up and your heart strong.



Jadłam dzisiaj najdziwniejszy smak lodów w życiu - no może pomijając smak zielonej herbaty - cytryna z bazylią. What. Najbardziej orzeźwiający smak lodów jaki było mi dane próbować.

Farma farmą - zaczynam naukę od soboty, mam dużo czasu, a lipiec przeznaczyłam na względny odpoczynek od nauki. Praksy były cu-dow-wne. Nauczyłam się wielu, wielu rzeczy. I przemili anestezjolodzy dali mi zaintubować pacjentkę przed operacją i mi to wyszło, I am so proud. I nie wiem kto był bardziej zdziwiony, że mi się udało - ja czy wszyscy doktorzy. Mój tegoroczny szpital był prześwietny, lekarze byli przemili i widać było, że chcą mnie czegoś nauczyć - może właśnie z tego powodu byłam tam już przed 7 rano, a wychodziłam niekiedy dopiero przed 17.

Zaczęłam znowu czytać książki. Wczoraj wieczorem. Już pochłonęłam jedną. Kocham czytać. Dzisiaj zaczynam czytać kolejną.


Domi odwiedziła mnie w Opolu na 2 dni i bawiłyśmy się baardzo dobrze (mym skromnym zdaniem) - wybrałyśmy się nawet na 20 kilometrową przejażdżkę rowerową. Cleared my head. Bardzo cieszę się, że mnie odwiedziła. Obie bawiłyśmy się w turystki w Opolu.

Od kilku lat obiecuję sobie, że znajdę jakąś wakacyjną pracę, bezskutecznie. I tak oto, któryś rok z rzędu nie mam przed sobą żadnych konkretnych planów wakacyjnych, głownie przez brak funduszy. Eh.

Z moim samopoczuciem jest ciężko. Obawiam się, że dopadła mnie letnia depresja, jak co roku.


Jaram się tą piosenką. 

wtorek, 21 lipca 2015

Supergirl.



Nadal nikt nie potrafi zrozumieć, że mam prawo czuć się zmęczona i że ten stan skrajnego wyczerpania towarzyszy mi od ... yyy.. III klasy liceum. #forrealz

I męczy mnie ciągła walka o to by pogodzić ze sobą wszystkie aspekty mojego życia. Nieustannie próbuję dogodzić wszystkim, a prawda jest taka, że się nie da. 

I może w końcu spróbuję dogodzić sobie. Bo od ponad roku nie mam nawet czasu na to by poczytać książkę - dowodem na to jest moja nieobecność na goodreads. Jeszcze 2 lata temu gdy wpisywałam "g" w moją wyszukiwarkę - pierwszy wskakiwał goodreads.com, teraz wskakuje gazeta.pl. Co się stało? Przecież obiecywałam sobie, że nigdy nie będę należeć do tej nieczytającej części społeczeństwa. No chyba, że czytanie książek na studia się liczy.. Usłyszałam na jazdach od mojego instruktora, że takiego słowa jak "no" nie ma w słowniku języka polskiego - ktoś potwierdzi? Brak mi sił na wyszukiwanie tego w google.

Jeżdżę. Siódma godzina za mną. Jazda po mieście w godzinach szczytu jest okropna. Szczególnie, że wszyscy naokoło albo nie znają przepisów, albo je łamią. O tym, że rowerzyści wjeżdżają pod koła samochodów już nie wspomnę.

Znowu zmieniłam wygląd bloga. Czerwony pasuje mi bardziej. 




Może mam niezdiagnozowany CFS..